Pobranie plików
| Część materiałów dostępna jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu posiadających odpowiednie uprawnienia. Materiałów tych proszę szukać w Repozytorium plików. |
| Dla kandydata |
| podanie do szkoły |
| karta badań spec. |
| Wykaz podręczników 2010/11 |
| szkoła podstawowa |
| gimnazjum |
| liceum ogólnokształcące |
| Inne dokumenty |
| kalendarz roku 2009-10 |
| plan lekcji 2010-11 |
| statut ZOS |
| dyżury nauczycieli |
Cyberprzemoc 1
Cyberprzemoc 2
Logowanie
OGŁOSZENIA
| Została uruchomiona nowa usługa naszego serwisu. Macie możliwość dodawania własnych ogłoszeń w wybranych kategoriach. Możliwość ta jest dostępna nie tylko dla uczniów naszej szkoły, ale dla wszystkich, o ile treść ogłoszeń zostanie ujęta w ramach edukacyjno sportowo rekreacyjnych. |
| 1. Umieszczanie ogłoszeń jest bezpłatne. 2. Nie bierzemy odpowiedzialności za solidność i uczciwość partnerów. 3. Administrator może usunąć ogłoszenie z przyczyn związanych z funkcjonowaniem serwisu. |
| Mgła, chleb i strach |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| Poniedziałek, 28 Wrzesień 2009 20:04 |
|
Było to na lipcowym albo sierpniowym turnusie w Tałtach, może w 1973 lub 1974 roku. Razem z dwoma kolegami prowadziłam (już tradycyjnie) szkolenie na stopień żeglarza jachtowego. W trzecim tygodniu obozu dwoma berylami i jedną omegą wypłynęliśmy w rejs na Mamry. Dnie były upalne, wiatry słabe. Mimo tego na trzeci nocleg dopłynęliśmy do ujścia Węgorapy. Następnego dnia, mozolnie pagajując, dotarliśmy do Węgorzewa. Poleciłam młodzieży dokonać uzupełniających zapasy zakupów, w tym 20 bochenków chleba. Ociekając potem zaopatrzeniowcy przydźwigali, ale tylko 10 chlebów. Stwierdzili, że jeżeli w ciągu trzech ubiegłych dni zjedli tylko 15 bochenków, to na dwa następne dni, zanim dotrzemy do Giżycka, starczy 10. Niby logicznie. Moje argumenty o nadchodzących zimnych dniach nie skutkowały. Grupa obiecała, że nie będzie narzekać jeżeli zabraknie chleba. Wróciliśmy do obozowiska. Rano zwijanie namiotów, sprzątanie, „żagle staw” i dalsza żegluga. Problem – od razu do Giżycka czy zapłynąć na Jezioro Dobskie? A tam kormorany, ciągnie, wiatr sprzyjający – decyzja – zbaczamy na J.Dobskie. Około godziny 15 pogoda się psuje, wiatr słabnie i zaczyna się mżawka. Rozglądamy się za względna polanka, aby dobić, bo mokro i zimno. A i sklep by się przydał, bo chleba już tylko dwa bochenki. Bieleją domy, podpływamy bliżej brzegu. Wyspa Gilma, aż kusi piękną, pustą polanką dla „zmokłych kur”. W przerwie między „kapuśniaczkami” błyskawicznie rozbijamy namioty, ktoś kopie dołek na śmieci, kilka osób znosi suche gałęzie olchy, ktoś rąbie drewno. Jeszcze pół godziny i będzie ciemno. Polecam czwórce chłopców z mojej załogi (klasy licealne) wziąć Omegę i popłynąć na pagajach do widocznej w odległości może dwóch metrów wioski i zapytać się o sklep (mało chleba). Za pół godziny powinni wrócić. Dogotowała się zupa, zjadamy oszczędzając chleb. Zerknęłam na zegarek, już powinno być widać wracającą „zwiadowczo - chlebową” ekipę. Wyszłam zza drzew na brzeg i zdębiałam. Mgła, jedna wielka, przerażająco biała, gęsta mgła. Zdałam sobie sprawę, że chłopcy mogą wrócić tylko wtedy, jeżeli będą się trzymać lewą burtą trzcin łączących wyspę z brzegiem i wioską. Około 5-metrowy przesmyk bez trzcin nie powinien ich zmylić. Oby! A jeżeli zmyli?! Momentalnie przenieśliśmy ognisko pod same trzciny, świeciliśmy latarkami po jeziorze, śpiewaliśmy (raczej wrzeszczeliśmy) piosenki znane zaginionym. Czekamy godzinę, a ich nie ma. Minuty zaczęły się wlec niemiłosiernie. Strach, co robią chłopcy. Zaczęłam wyobrażać sobie najgorsze. Może się topią? Jakim pomóc? A nuż czekają na brzegu – nikła, ale zawsze nadzieja. I te nerwy i wyrzuty „czemu ich wysłałam, czemu nie przewidziałam?” Obiecałam sobie, że już nigdy i nigdzie nie pojadę i nie popłynę z żadną młodzieżą. Około godziny 23 mgła zaczęła się przerzedzać. Wybrałam kilku najsilniejszych chłopców, 1 instruktora i berylem wypłynęliśmy do wioski, gdyby ich tam nie było, postanowiłam szukać najbliższego telefonu. Odbiliśmy od wyspy w strugach ulewnego deszczu. Z oddali słychać było, tłumiony przez ulewę, warkot silnika motorówki. Przepłynęliśmy może 50 m, gdy motorówka przybiła do naszej wyspy z wołaniem „szukamy obozu z Tałt, Tałty?”. Wrzasnęłam – tak! Motorówka dobiła do „beryla”, siedzieli tam nasi chłopcy, żywi. Pan, który ich odwiózł, nie chciał uwierzyć, że pływam z nimi i znam ich tylko 2 tygodnie. Nie chcieli nocować u nich w obozie, twierdząc, że my będziemy ich szukać. „Omegą” wybierali się szukać nas. A jak znaleźli się w ośrodku PAN-u? Opowiedzieli mi o tym przy ognisku, gdy moje i ich nerwy w miarę się uspokoiły, czyli po godzinie. Szybko dopłynęli do PGR-u, dowiedzieli się, że chleba nie kupimy i wracali. Mgła spowodowała, że po kilku uderzeniach wiosłami, stracili zupełnie orientację. Każdy z nich twierdził, że należy płynąć w innym kierunku. Zdali wreszcie komendę „bosmanowi” licząc na to, że gdzieś wreszcie dopłyną do brzegu i czekają. Jednak nie mogli wypłynąć z trzcin. Zaczęli się bać, głośno odmawiali modlitwy. Wydawało im się, że błądzą już bardzo długo. Wreszcie w oddali ujrzeli nikłe światełko, które zaprowadziło ich do obozowiska PAN-u. Po krótkim, ale mocnym i spokojnym śnie wstaliśmy wcześnie. Błądząca czwórka chłopców z niedowierzaniem patrzyła na małą zatoczkę, która dostarczyła nam tylu przykrych wrażeń. Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy. Wspominała Anna Łazarska. Była od zawsze związana z "Bazą". Długoletni pedagog i nauczyciel fizyki w SMS. Zmarła we wrześniu 2009 roku. |
| Zmieniony: Poniedziałek, 28 Wrzesień 2009 20:11 |
Obóz w Tałtach
Kontakt w sprawie obozów żeglarskich:
741 24 73, 507 122 836 |
![]() |
![]() |
| MIGAWKI Z TAŁT |
| wodne.sport24.pl |
|
WYMIANA BANNERÓW |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |






















